wtorek, 2 kwietnia 2013

Prywatność a skrycie, wścibskość a zainteresowanie

Ala lubi się mnie wypytać gdzie idę, co robię, skąd mam nową koszulkę, jak w szkole... Seria standardowych pytań dorosłych do młodzieży. Nie mam nic przeciwko, odpowiadam, nie zbywam. Gorzej kiedy pojawiają się pytania bardziej szczegółowe. Co to z tym twoim chłopakiem? Co słychać u tej twojej koleżanki? Nie rozmawiacie ze sobą? Pokłóciłyście się? Od kiedy? Dlaczego? Co się stało? Często na takie pytania unikam odpowiedzi, o niektórych sprawach nie chcę mówić wcale i wtedy zostaję zasypana pretensjami czemu nie chce mówić? Rodzice w końcu mają prawo wiedzieć coś o swoich dzieciach, co to w ogóle mają być za tajemnice?! Wtedy tylko zaciskam zęby.
Parę dni temu przechodząc przez sklepowy parking, tu 'u nas' Alę zaczepiła jakaś kobieta. Radośnie się przywitały po czym entuzjazmem zaczęły rozmawiać, widać było, że łączy je jakaś bliższa znajomość. Pierwszą moją myślą było to, że to pewnie jakaś nasza dalsza rodzina której ja po prostu nie kojarzę, ale zainteresowanie tej kobiety skupiało się wyłącznie na Ali. Ona ma tu koleżankę? Jakim cudem? Ostatnio bardzo rzadko tu przebywa, po prostu nie miała okazji żeby kogoś poznać, a co dopiero nawiązać jakiś bliższy kontakt. Bardzo mnie to zaciekawiło i później po prostu zapytałam Ali o co tu właściwie chodzi. Zbyła od razu i wiedziałam tylko tyle, że to 'koleżanka' czyli nie wiedziałam nic, więc pytałam dalej. -No ale co to w ogóle jest za kobieta? No i znów zostałam zbyta jakąś krótką, nic nie wnoszącą odpowiedzią. -Skąd się znacie? Mój upór w końcu ją chyba przekonał, żeby udzielić mi w końcu jakichkolwiek informacji, bardzo podstawowych odpowiedzi na moje poprzednie pytania, bez szczegółów, na prawdę nic specjalnego się nie dowiedziałam, tylko że na koniec padło 'Co cię to interesuje'? Na tym naszą rozmowę zakończyłyśmy. Trochę się zdenerwowałam, ale przynajmniej mam o czym pisać ;)
Każdy pewnie nie raz został zasypany serią niezręcznych pytań, na które nie ma najmniejszej ochoty odpowiadać. Sprawy prywatne albo delikatne. W takiej sytuacji najlepiej po prostu powiedzieć 'przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać' i po problemie. Tyle, że pytającego nie zawsze tak łatwo zbyć. Pojawiają się pretensje typu ' no dlaczego mi nie chcesz powiedzieć? MI?!' A wtedy trudno odpowiedzieć grzecznie, pomijając chamskie odzywki. Delikwent drąży dalej temat, wzbudza w tobie poczucie winy, albo emocjonalnie szantażuje. Padają słowa w stylu 'Nie ufasz mi? Dlaczego? Jaka z Ciebie przyjaciółka/przyjaciel! Ja Ci tyle rzeczy powiedziałam/łem!' i w końcu jego ciekawość zostaje zaspokojona, albo cierpliwość się kończy i już tak grzecznie nie odpowiadamy... 
Ludzie są z natury ciekawscy i interesują się życiem innych, wielu, a jednak nie wszyscy lubią bronić swojej prywatności. Przez to w przetoczonych przeze mnie sytuacjach trochę wyżej czasem następuje zmiana ról. Nieopanowana ciekawość uruchamia się nagle w wielce skrytym osobniku. Wszystko jest okey, ale są granice. Wypytywanie o rodzinne problemy przez nowego znajomego jest dla mnie tak samo idiotyczne i niegrzeczne jak pretensje po zadaniu zwykłego, nienaruszającego prywatności pytania. Najpierw się tak bardzo interesujesz szczegółami mojego życia, żeby mieć o czym plotkować a potem gdy chce coś wiedzieć to mnie zbywasz bo to nie moja sprawa? Śmieszne i głupie. Nie róbmy z siebie zamku z fosą do którego nie da się za żadna cenę dostać. Nie chodzi mi o to, żebyśmy zaczęli się zwierzać przypadkowym ludziom bez powodu, ale jeśli ukrywasz przed bliskimi jakiś błahą sprawę i robisz problem z niczego to nie jest okey. Zastanów się też czy przypadkiem krytykując kogoś właśnie za ciekawość, sam siebie nie mógłbyś skrytykować. A może stoisz po tej drugiej stornie? Tam, gdzie panuje wścibskość i wtykanie nosa w nieswoje sprawy, ja to nazywam 'młodym pokoleniem moherów'. Jeśli nie chce ci czegoś powiedzieć, to widocznie mam jakiś powód. Jeśli próbujesz mnie zmusić do mówienia słabym tekstem ' przecież się przyjaźnimy' to hm.. widocznie jednak nie, albo nie zasługujesz na moje zaufanie więc sam siebie nie kompromituj. Też nie przekreślajmy kogoś od razu, bo nie chce nam czegoś powiedzieć, tylko uszanujmy jego decyzję, nic na siłę. Dla jednego z pozoru błaha sprawa może się okazać dla innego tragedią. Są trudne tematy na które przyjdzie pora, w swoim czasie. Szanujmy swoją prywatność tak samo jak innych. 

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Mordercza strona komercji

Wracają dzisiaj do domu Daniel włączył w aucie radio. RMF MAXX, chyba każdy miał okazję kiedyś przez chwilę chociaż posłuchać, dość popularna stacja. Najnowsze, wpadające w ucho tandetne kawałki przeplatane starymi hitami, raz na jakiś czas pojawi się jakaś perełka. Nie mogąc tego znieść, zaczęłam szukać słuchawek, ale usłyszałam coś jakby takiego znajomego co mnie zaciekawiło i przestałam. Zorientowałam się, że moim uszom właśnie objawiła się Lana. -Możecie dać głośniej? Na początku lekki szok. Od kiedy Lanę puszczają w radiu? Prawda, że miało to miejsce swego czasu ale ucichło już dawno. 'Dark Paradise' zrobili singlem? Niemożliwe! Taka muzyka w radiu? W takiej stacji? Kurde może jeszcze jest nadzieja na ogólną poprawę gustu muzycznego społeczeństwa. To właśnie pomyślałam i uważnie słuchałam dalej, przez co zostałam zszokowana po raz drugi. Albo...to już nawet nie był szok, to było coś więcej. Myślałam że po prostu zemdleje albo wyskoczę z tego samochodu pod tira, żeby było szybko i bezboleśnie. Nadzieja umarła.
Nie jest rzeczą nową ani nieznaną, że Lana to moje największe odkrycie ostatnich lat. Każdy kto mnie zna wie, że ją wielbię i jest moim nieprzyćmionym numerem jeden. Jej muzyka oprócz paru singli, jest nawet trudna do znalezienia w sieci, chyba że ktoś lubi słuchać demówek albo zniekształconego głosu przez użytkowników yt, tak żeby nikt się nie dopieprzył do praw autorskich i nie blokował filmików. Gatunek nawet trudno określić, mocno krytykowana przez wielu. Emocjonalna, trochę dziwna ale przez co wyjątkowa i tak mocno pokochana przeze mnie. Komercja to temat obszerny, ze względu na jej ogrom panujący w dzisiejszych czasach, ale pomijam gadkę szmatkę o reklamach i innych badziewiach skupiając się na tym, o czym mam większe pojęcie i co jest mi bliskie tak żebym miała pojęcie o czym mówię. Rozumiem, że oczywiście nie musicie się zgadzać z moją opinią na temat Lany, ale to nie o gustach chcę mówić tylko o tym co się dzieje z muzyką, niezależnie od gatunku. Co mogę powiedzieć o 'Dark Paradise'? Zaczerpnęłam z tej piosenki nawet tytuł bloga, który zmieniłam zaledwie wczoraj. Pamiętam dni w których słucham jej na okrągło, nieodłączna pomoc przy każdej nieprzespanej nocy pełnej rozmyślań. Czysta kwintesencja każdej mojej depresji i tego co siedzi w mojej głowie. A to co wtedy usłyszałam...co to ku*wa było? Najbrutalniejsza piosenka Lany, o tęsknocie, śmierci i samobójstwie została zmieniona i zniszczona. Jakieś nowe melodyjki, tandetne popowe brzmienia, przecież to ze sobą nie współgra. Po co to? Żeby trafiło to szerszej publiczności? Żeby łatwo wpadało w ucho? Żeby spodobało się szarej masie? A teraz nie daj boże spodoba się to jakiejś podatnej na wszystko 12latce i będzie nucić pod nosem że chce umrzeć. Chłopak mnie nie kocha idę się zabić, taki tego może być skutek przeze mnie przerysowany i drastyczny, ale jednym uchem wpadnie, drugim wypadnie może się zdawać, ale coś zawsze w nas zostaje. Odbiorcy Lany powiększą swe grono, oczywiście. O ludzi płytkich, wymagających jedynie chwytliwej melodyjki, nawet nie rozumiejących tego czego właśnie słuchają, ale zysk to zysk. Komercja w czystej postaci. Na pewno ktoś powie 'Lana się sprzedała', ale to nie tak. To wytwórnie, producenci, tego typu ludzie którym zależy tylko na kasie, wtedy artysta nie ma nic do gadania, bo podpisał kontrakt i tyle. Na płycie jest normalna wersja, jedynie przez to, że zrobili z tej piosenki singiel została ona zmieniona.
I tak oto na potrzeby pieniądza, żeby podtrzymać ogień w piecu konsumpcji, diament wykorzystano na opał.


niedziela, 31 marca 2013

O dorosłych, religii i ignorancji

Siedząc przy stole, jedząc świąteczne śniadanie Daniel (uznajmy że mój brat, żeby pomiąć niepotrzebne tłumaczenia) zaczął się zbierać do kościoła, bo ministrant i ma służbę. I zaczął się wątek który mnie, czarną owcę 'rodziny' poruszył.
Ubierzesz glany?-ktośtam zapytał. Na co on, że 'Nie, coś ty! Ksiądz mnie wywali.. Ostatnio Kornel przyszedł w glanach to ksiądz mu powiedział, że mu się chyba pogorszyło..' Wtedy ja się wtrąciłam, że buty to buty. Gdzie problem? Ale jako, że jestem głupia i nic o życiu nie wiem, moja opinia została automatycznie skrytykowana przez wszystkich obecnych. 'Na ubiór trzeba uważać', 'Obowiązują pewne normy', 'Jak się żyje w jakimś społeczeństwie trzeba się dostosować' i rozmowa zeszła na boczny tor, czyli jak to ludzie do kościoła się ubierają bez szacunku. 'Do kasyna cię nie wpuszczą w jeansach, do teatru się elegancko ubierasz, a do kościoła co?' 'Ksiądz cię może wyprosić jak się nieodpowiednio ubierzesz' Wtedy pomyślałam, obierając myślenie osoby wierzącej, jakie prawo ksiądz ma wypraszać kogoś z kościoła z powodu stroju? Nie wpuszczą cię do kasyna w t-shircie, ale przecież kasyno stworzył sobie jakiś człowiek, jego dzieło więc ma prawo ustanowić tam jakieś zasady. A kościół? Jeśli Maryja mi się nie objawi albo bóg nie pogrozi paluszkiem i nie powie, że nie mogę w glanach do kościoła chodzić, krytyka jakiegokolwiek księdza jest dla mnie idiotyczna. Za kogo on się uważa, żeby decydować co bóg może myśleć o jakimś stroju. Co za idiotyzm, żeby taką wagę przywiązywać do ubioru, moda się zmienia szybciej niż myślimy, jest tak przyziemna i po prostu ludzka, że dla mnie to śmieszne żeby mieszać w to istoty duchowe. Ale milczałam, żeby się znowu nie narażać, trochę tchórzliwie przyznaję ale nie chce im psuć świąt kłótniami z mojego powodu. Daniel w końcu odszedł od stołu i zaczął się ubierać. Po prostu z politowaniem na niego patrzyłam, był w trakcie ubierania trampek. Pogoda jaka jest wszyscy wiemy... Pada, wieje, temperatura na minusie, nic tylko wybrać się na sanki. Czy na prawdę on będzie marznąć i po prostu nie ubierze tych nieszczęsnych glanów, bo księdzu te buty wydają się nieodpowiednie, a opiekuńcza matka mu na to pozwoli? Uznałam, że nie i uśmiechnęłam się sama do siebie czekając na rozwój wydarzeń. Po chwili reszta też zwróciła na niego uwagę i usłyszał 'Chyba oszalałeś tam jest zimno!'. Uśmiechnęłam się szerzej. Wszyscy zebrani nagle zmienili tok myślenia, wszyscy zgodnie byli za żeby ubrał glany. 'Dziecko zmarzniesz, ksiądz nie zauważy, powiesz że zimno jest... Dasz spodnie na górę. I widzisz! Prawie nie widać.' Jak dyskusja trochę ucichła, przemówiłam ja, tak żeby każdy mnie dobrze słyszał.
'Jak się żyje w jakimś społeczeństwie trzeba się dostosować' Powiedziałam to, a właściwie zacytowałam ich słowa sprzed chwili z fałszywym zdezorientowaniem i zdziwieniem na twarzy. Zatkało. Triumf i duma, że tak pięknie ich podsumowałam.. ahhh 'Nie bądź złośliwa'- usłyszałam, na co zaprezentowałam wszystkim mój najpiękniejszy uśmiech przepełniony kpiną w czystej postaci.

Nikt nie dal mu wiary z powodu jego stroju ale gdy powtórzył swój wykład w bardzo eleganckim garniturze, wtedy wszyscy uwierzyli w jego odkrycie.
Antoine de Saint-Exupéry, 'Mały Książę'
(tak, Małego Księcia też tu będzie sporo
 bo dobrze gadał, Łata nie czepiaj się)

Dlaczego dorośli ciągle mi powtarzają, że wszystkich rozumów jeszcze nie pozjadałam (choć nigdy tak nie pomyślałam), a sami dumnie prezentują mi swoją głupotę na każdym kroku, przekonani o swoich racjach i nawet gdy sami sobie zaprzeczają trzymają się tego, że wiedzą lepiej. Próbują komuś coś przetłumaczyć albo chociaż podyskutować zamiast argumentów lub zwyczajnych odpowiedzi przeważnie zostaję uciszana albo słyszę 'nie bądź złośliwa, nie bądź cyniczna, nie pyskuj, co ty mi próbujesz udowodnić? ' Moja opinia z góry krytykowana, nie zasługuje nawet na chwilę przemyślenia? Zdrowy rozsądek odkładamy na bok, ważniejsze są tradycje, zasady, regulaminy, normy i inne pierdoły nawet jeśli pozbawione są sensu. Magicznie go nabierają, wypowiedziane w gościa pod krawatem.
Zagorzały katolicyzm i dorosłość pozbawiona wyrazistości i wyobraźni jednocześnie mnie przeraża i zasmuca. W końcu mam tylko 16 lat i nieodpowiednio się ubrałam... Jedyne czym się mogę pocieszyć to, że za parę lat ubrana w żakiecik zrozumiem ten tok myślenia, ale tak na prawdę mam nadzieję, że się to nie stanie. Błagam, nie zamykajmy się na innych, otwórzmy umysły i poszerzajmy horyzony zamiast ślepo iść za tłumem.
A teraz pod przymusem razem z liczną grupą katolików pójdę do kościoła na godzinne pranie mózgu, po które sami przychodzimy. Jeśli nie ucieknę z krzykiem, pomodlę się za samego boga, bo jeśli jednak gdzieś tam jest i to wszystko widzi musi być w głębokiej depresji patrząc na tych wszystkich ludzi robiących z siebie idiotów w jego imię.

/Serdecznie zachęcam do udziału w ankiecie po prawej stronie! ; ))))

sobota, 30 marca 2013

Patrząc w głąb siebie...


Przez całe życie oczekiwała jakiejś zmiany, z dnia na dzień liczyła, że wszystko się wreszcie wyjaśni, usprawiedliwi, nabierze sensu, że coś się wreszcie okaże. Całe jej życie było ustawicznym zamiarem, ambitnym projektem, niecierpliwym, gniewnym wyczekiwaniem. Wszystkie te rzeczy nie pozamykane, nie dokonane, musiały prowadzić do jakiegoś wniosku, coś definitywnego spowodować. Wydawało się niemożliwością, aby to miało być wszystko.
A jednak to było wszystko.
Z największym wysiłkiem, z trudnością niezmierną robiła to mozolne odkrycie, że właściwie nic ją już nie czeka, że się już nic nie stanie. Że jedyna rzecz, jaką ma przed sobą, rzecz ciężka i kłopotliwa, którą jeszcze musi wykonać, to jest umrzeć.


Zofia Nałkowska, "Granica"
(tak znowu ona i znowu ta sama książka, mam tego 
w zanadrzu jeszcze trochę bo po prostu jest za dobre)


To po prostu smutne jak ludzie potrafią się niszczyć nawzajem, co można zrobić z drugim człowiekiem i do czego go doprowadzić. Codzienna walka z samym sobą, potrzeba autodestrukcji, zniknięcia, brak motywacji, nadziei i siły do działania, nienawiść do samego siebie. Zburzyć w chwilę wszystko co udało się zbudować, zepchnąć na dno gdy tak mocno próbujemy się z niego wydostać. Granica żeby się temu poddać jest taka cienka a zaprzestanie walki takie kuszące. Stchórzyć i się poddać. Tak wielu ludzi cierpi a nic w swoim życiu nie zmienia, bo tak jest łatwiej, prościej. Dla mnie to śmieszne choć jestem blisko żeby też się taką stać. Trzeba dużo odwagi i samozaparcia żeby codziennie toczyć walkę z przeciwnościami losu i samym sobą, a przecież nawet najsilniejszym w końcu braknie sił. A ja czuję się słaba i bezbronna, o krok żeby znaleźć się na dnie, znowu. Mam zaledwie 16 lat, jest tyle ludzi którzy mają ode mnie o wiele gorzej! Sama siebie zadręczam, nie umiem uwolnić się od przeszłości. I jak ja mam w takiej sytuacji patrzeć na przyszłość pozytywnie? Z mojego punktu nie ma dla mnie już nic, nic się nie zmieni na lepsze i na nic lepszego nie zasługuje. Niby wszystko przede mną, ale ja czuję, że zostałam już dawno przekreślona. Te myśli cały czas do mnie powracają, a na codzień mam tyle ambitnych planów i serce przepełnione nadzieją we wszystko. Ale to można tak szybko zburzyć.

Jak wyglądam z boku? Jakaś głupia załamana nastolatka. Bo co mi się mogło w życiu przydarzyć? Nieszczęśliwa miłość? Chomik mi zdechł? To tylko pozór, reszta dość długa, mogąca się wydać wstrząsająca niektórym została przeze mnie otoczona milczeniem. Choć dla mnie myśląc trzeźwo również moje problemy są już dawno nie ważne i wyblakłe, ale co z tego jak boli cały czas tak samo. Każdy coś w sobie ukrywa przed światem i z czymś musi sobie radzić sam. Ale kto się dzisiaj przejmuje uczuciami innych? Żeby przetrwać musimy pokonać swoje słabości, inaczej ludzie nas po prostu zniszczą. Nie ma dzisiaj miejsca na wrażliwość, przez co moja jest dla mnie chwilami przekleństwem. Jednak nie chcę jej niszczyć bo to właśnie ta wrażliwość i uczucia czynią świat piękniejszym miejscem i robią z nas ludzi.

Prawda jest taka, że to co siedzi w naszych głowach jest naszym największym problemem. Trzeba się nauczyć patrzeć na samego siebie z boku i ocenić czy na pewno nie wyolbrzymiamy albo bezsensownie użalamy się nad sobą. Rozwiązać problem a nie niszczyć w sobie człowieczeństwo to najlepsze rozwiązanie. Trudne ale wykonalne. Dlatego zaciskam zęby, mam nadzieje, że mi się uda i idę do przodu ile tylko daje rade. Nikt za nas naszych problemów nie rozwiąże i nikt nie pomoże nam lepiej niż my sami.

piątek, 29 marca 2013

Pozory na pewno mylą?



Tylko pozór jest taki... A dno jest inne. Każda rzecz najpospolitsza od wewnątrz jest jedyna. A może to nie jest pozór? Może wszystko jest takie, jak wygląda. I to, czym jesteśmy dla ludzi, jest ważniejsze, niż to, czym jesteśmy we własnych oczach.


Zofia Nałkowska, "Granica"

Głębsze wytłumaczenie prostego schematu może nie ma żadnego znaczenia, czy jest najważniejsze? Może nie można sobie na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie i jest to sytuacja gdzie życie nie jest ani białe, ani czarne tylko szare? Z całych sił chce żeby tak nie było, żeby presja otoczenia, jej wpływy i pochopne osądy były bez znaczenia i ludzie byli wrażliwsi na uczucia innych. Tyle, że wtedy znów byłoby zbyt kolorowo, a przecież równowaga musi być, więc moja wizja jest abstrakcyjna? Czy bycie sobą ma jakiekolwiek znaczenie w świecie gdzie o naszym losie przesądza reputacja, którą kreują nawet obcy ludzie. Tylko jak mam na poważnie brać zdanie innych kiedy jedni mnie mają za kujonice, aniołka, buntownika a może samotnika? Ignorantkę czy wrażliwca. Nudziara czy wariatka.. Zdania dość podzielone. Każdy myśli o mnie inaczej. Sama wiem najlepiej kim jestem, ale żeby kogoś naprowadzić na właściwy trop musiałabym musiałabym zamiast " Cześć, jestem Wiktoria" mówić "Cześć jestem Wiktoria, mam cięty język i bagaż doświadczeń.. Popieram też recykling a mój pies nazywa się Rachel miło mi." Albo po prostu chodzić z wypisanym na czole "proszę nie oceniaj mnie pochopnie". A ludzie i tak ocenia mnie w 3 sekundy, nie pomyślą czym się kieruje i jakie mam powody, a co dopiero nie zapytają. Ile razy przez takie sytuacje straciłam motywacje do działania albo głupio próbowałam się zmienić żeby myślano o mnie 'właściwie'. Każdy człowiek jest zmieniony jakimiś dośiedczeniami i czymś się w życiu kieruje więc dlaczego tak często słuchamy mylnego głosu tłumu zamiast skupić się na jednostce która zna prawdę i bierzemy cudze opinia za właściwe i ważniejsze. A może tak powinno być? Może ten głos odbierany przeze mnie za mylny wcale taki nie jest, bo przecież skądś się musiał wziąć. Nie wiem, na prawdę nie wiem. I nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie kim tak na prawdę jestem? Kim tak na prawdę wszyscy jesteśmy?

Troszkę o buncie

Kto chce zakłócić naturalny porządek tego świata będzie cierpieć z tego powodu. Niezależnie od twojego zaangażowania jesteś kropla w oceanie nieskończoności, lecz czym jest ocean bez kropel.
Atlas Chmur

Żyjąc w społeczeństwie zawsze musimy podporządkowywać się jakimś zasadom. Wszędzie istnieje hierarchia i znajdując się niżej, mamy kogoś nad sobą kto sprawuje nad nami pewien rodzaj władzy i niektóre z tych zasad wyznacza. Te zasady są oczywiście po to aby na świecie nie zapanował jeden wielki chaos i bezprawie ale mając 16 lat skupiam się bardziej na sprawach mniejszych i mi bliższych.

Nie ma tu nic do rozumienia. Regulamin to regulamin.
Antoine de Saint-Exupéry, "Mały książę"


Ile to razy przez to że jestem zwykłym, małym w dodatku młodym szarym człowieczkiem musiałam robić coś wbrew sobie. A myśl, że nie jestem sama bo przeżywa to każdy jednak mnie nie pociesza. Muszę chodzić do kościółka, żeby mohery nie uznały mnie za bezbożnika i po prostu dlatego że muszę, I tutaj rodzice mają nad nami władze. Muszę i już. A jaki sens ma praktykowania z przymusu przeze mnie religii choć sprzeciwiam się większości rzeczy z nią związanych? Muszę iść do szkoły, muszę być miła, muszę robić co mi każą, muszę się jakoś zachowywać, muszę się całkowicie podporządkować. Muszę ubierać się według pewnych kanonów, żeby nie było ze mnie o np. dziwki albo emo, a do szkoły zakładać mundurek. I skupię się teraz na tym, bo myślę że jest idealnym przykładem na bezsensowność otaczających nas niektórych zasad. Oto mamy pomysł dyrektora na mundurek, na mundurek w którym chodzą uczniowie. Czy ktoś któregokolwiek ucznia zapytał co myśli o takim pomyśle? Nie, dyrektor ma władze. A może ktoś się zapytał któregokolwiek z uczniów jak by to miało wyglądać? Ależ oczywiście, tylko czy wzięto pod uwagę? Nie, bo dyrektor ma władze. Dyrektor ma władze, regulamin, brak gustu i wyobraźni. Ale żeby szkoła jakoś istniała, musi on dalej istnieć. No więc mamy takiego delikwenta, któremu powierzyli władze, w końcu kraj demokratyczny tylko nie zastanawiali się zbytnio kogo na tym krześle obsadzają. I taki szary człowieczek jak ja jest teraz w dupie. Teraz ten marny i bezkształtny kawałek materiału, którego egzystencja nie ma żadnego większego sensu ani celu może wpływać na moją przyszłość. Czemu? Przecież to brzmi niedorzecznie. A tutaj w grę wchodzi regulamin, również stworzony przez tą samą osobę i ten regulamin sprawia że ja próbując sama decydować o swoim losie i nie zakładając prostackiej pelerynki codziennie do szkoły dostane sobie zachowanie naganne. O losie! Nie zdam! Nie dostane się do dobrej szkoły! Zamiast moich ambitnych planów będę sobie chodzić po zasiłek. Przerysowana i drastyczna wizja, wiem. Ale niestety bardzo realna. No i nie pozostaje mi nic innego jak siedzieć cicho, podporządować się i codziennie przez pare godzin robić wszystko wbrew sobie. Tylko żeby przetrwać, żeby natłok bezsensownych regulaminów stworzonych przez równie bezsensownych ludzi nie zmusił mnie do poważniejszych konsekwencji.
Każda rzecz wykonana przeze nas wbrew naszej własnej woli jest mocnym uwłaczaniem wolności. A przecież podobno wszyscy jesteśmy wolni! Tylko, że za tą wolność ponosimy konsekwencje.
 Czy świat który zbudowaliśmy jest tak dobry jak myślimy? Chcąc obalić choćby taki mały idiotyczny mundurek musiałabym stworzyć drugą solidarność, a przecież jestem tylko kroplą. Wydawać by się mogło, że nie znaczę nic ale wierzę, że jako mała kropela naprowadzę inne małe kropele na dobrą drogę i możemy zmienić nawet cały ocean, bo przecież my go tworzymy. Puenta jest taka- trzeba walczyć o swoje choćby się stało na straconej pozycji i nie znaczyło dla innych prawie nic. Każdy ma swoje życie, ma prawo o nim decydować i je zmieniać jeśli go uwłacza. Ja o siebie walczę od dawna, choć je**ny mundurek zrzuciłam na boczny tor, nie podporządkowuje się temu czemu się nie zgadzam. Mam nadzieję że skłonie do takich działań innych, żeby nie bali się odezwać w swojej sprawie i ten świat będzie choć odrobinę lepszy. I niby ja z takimi wizjami jestem pesymistką?

wtorek, 5 marca 2013

It's only the beginning

Po raz trzeci.
...
Trzymam sama za siebie kciuki żeby to miało jakiś sens, żebym była sumienniejsza, umiała 'przelać myśli na papier' i były one warte uwagi. Na prawdę nie wiem co napisać na początek. Przedstawianie się i słowa wstępu wydają mi się zbędne, bo jeśli ktoś tu w ogóle trafi będzie mnie znać. Więc? Zostawiam to tak i zobaczymy co z tego mi tym razem wyjdzie, a mam nadzieje, że wyjdzie coś dobrego.