sobota, 30 marca 2013

Patrząc w głąb siebie...


Przez całe życie oczekiwała jakiejś zmiany, z dnia na dzień liczyła, że wszystko się wreszcie wyjaśni, usprawiedliwi, nabierze sensu, że coś się wreszcie okaże. Całe jej życie było ustawicznym zamiarem, ambitnym projektem, niecierpliwym, gniewnym wyczekiwaniem. Wszystkie te rzeczy nie pozamykane, nie dokonane, musiały prowadzić do jakiegoś wniosku, coś definitywnego spowodować. Wydawało się niemożliwością, aby to miało być wszystko.
A jednak to było wszystko.
Z największym wysiłkiem, z trudnością niezmierną robiła to mozolne odkrycie, że właściwie nic ją już nie czeka, że się już nic nie stanie. Że jedyna rzecz, jaką ma przed sobą, rzecz ciężka i kłopotliwa, którą jeszcze musi wykonać, to jest umrzeć.


Zofia Nałkowska, "Granica"
(tak znowu ona i znowu ta sama książka, mam tego 
w zanadrzu jeszcze trochę bo po prostu jest za dobre)


To po prostu smutne jak ludzie potrafią się niszczyć nawzajem, co można zrobić z drugim człowiekiem i do czego go doprowadzić. Codzienna walka z samym sobą, potrzeba autodestrukcji, zniknięcia, brak motywacji, nadziei i siły do działania, nienawiść do samego siebie. Zburzyć w chwilę wszystko co udało się zbudować, zepchnąć na dno gdy tak mocno próbujemy się z niego wydostać. Granica żeby się temu poddać jest taka cienka a zaprzestanie walki takie kuszące. Stchórzyć i się poddać. Tak wielu ludzi cierpi a nic w swoim życiu nie zmienia, bo tak jest łatwiej, prościej. Dla mnie to śmieszne choć jestem blisko żeby też się taką stać. Trzeba dużo odwagi i samozaparcia żeby codziennie toczyć walkę z przeciwnościami losu i samym sobą, a przecież nawet najsilniejszym w końcu braknie sił. A ja czuję się słaba i bezbronna, o krok żeby znaleźć się na dnie, znowu. Mam zaledwie 16 lat, jest tyle ludzi którzy mają ode mnie o wiele gorzej! Sama siebie zadręczam, nie umiem uwolnić się od przeszłości. I jak ja mam w takiej sytuacji patrzeć na przyszłość pozytywnie? Z mojego punktu nie ma dla mnie już nic, nic się nie zmieni na lepsze i na nic lepszego nie zasługuje. Niby wszystko przede mną, ale ja czuję, że zostałam już dawno przekreślona. Te myśli cały czas do mnie powracają, a na codzień mam tyle ambitnych planów i serce przepełnione nadzieją we wszystko. Ale to można tak szybko zburzyć.

Jak wyglądam z boku? Jakaś głupia załamana nastolatka. Bo co mi się mogło w życiu przydarzyć? Nieszczęśliwa miłość? Chomik mi zdechł? To tylko pozór, reszta dość długa, mogąca się wydać wstrząsająca niektórym została przeze mnie otoczona milczeniem. Choć dla mnie myśląc trzeźwo również moje problemy są już dawno nie ważne i wyblakłe, ale co z tego jak boli cały czas tak samo. Każdy coś w sobie ukrywa przed światem i z czymś musi sobie radzić sam. Ale kto się dzisiaj przejmuje uczuciami innych? Żeby przetrwać musimy pokonać swoje słabości, inaczej ludzie nas po prostu zniszczą. Nie ma dzisiaj miejsca na wrażliwość, przez co moja jest dla mnie chwilami przekleństwem. Jednak nie chcę jej niszczyć bo to właśnie ta wrażliwość i uczucia czynią świat piękniejszym miejscem i robią z nas ludzi.

Prawda jest taka, że to co siedzi w naszych głowach jest naszym największym problemem. Trzeba się nauczyć patrzeć na samego siebie z boku i ocenić czy na pewno nie wyolbrzymiamy albo bezsensownie użalamy się nad sobą. Rozwiązać problem a nie niszczyć w sobie człowieczeństwo to najlepsze rozwiązanie. Trudne ale wykonalne. Dlatego zaciskam zęby, mam nadzieje, że mi się uda i idę do przodu ile tylko daje rade. Nikt za nas naszych problemów nie rozwiąże i nikt nie pomoże nam lepiej niż my sami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz